|
Byłam na pogrzebie Brata Rogera
Cóż, te wakacje były trochę dziwne, inne niż pozostałe. Może dlatego, że nie odczułam, że to były wakacje :(
I jeszcze to, co wydarzyło się w Taize. Owego, feralnego wieczoru dostałam sms-a, o treści "br. Roger nie żyje, odszedł podczas wieczornej modlitwy". Przyjęłam tę wiadomość ze spokojem, bo przecież br. Roger był starszym, schorowanym człowiekiem, wszyscy liczyliśmy się z jego odejściem. Rozesłałam sms-a do znajomych, niektórzy dzwonili, rozmawialiśmy o tym , że miał piękną śmierć, wśród młodzieży, podczas modlitwy, w czasie gdy rozpoczynały się Światowe Dni Młodzieży w Kolonii.....Jednak już godzinę później ktoś mi napisał, że brat Roger został zabity. Byłam w szoku, nie chciałam w to uwierzyć, myślałam, że to jakaś plotka, niestety okazała się prawdą. Było mi bardzo przykro, tym bardziej, że miałam tam wyjechać kilka dni później. I wyjechałam. Ale ten wyjazd był inny, różnił się od poprzednich. Nie tylko tym, ze był krótki, bo tygodniowy i pogoda była brzydka, ale jakoś tak było inaczej, zwłaszcza na początku. Cały poniedziałek spędziliśmy na przygotowaniach do pogrzebu (taką miałam pracę). We wtorek podczas Mszy świętej byłam w kościele, ale siedziałam przy wyjściu, bo musieliśmy wcześnie wyjść, żeby "obstawić" trasę procesji braci. Dzięki temu widziałam ceremonię na cmentarzu. Bardzo mnie zaskoczyła, bo bracia stali nad otwartym grobem brata i śpiewali kanony, ale same takie wesołe, mówiące o zmartwychwstaniu. Później każdy mógł podejść i poświęcić trumnę. Na trumnie była ikona "Jezus z przyjacielem", wszędzie było jej pełno, może na znak, że brat Roger jest teraz razem ze swoim przyjacielem Jezusem, a może była to ulubiona ikona brata.....nie umiem tego tak dokładnie określić. Reszta tygodnia była już normalna. Brat Alois jest dobrym następcą brata ROGERA i brat chyba wiedział, co robi wyznaczając właśnie jego na swojego następcę.
Ja sama sporo zyskałam podczas tego krótkiego pobytu w Taize, chodzi oczywiście o moje przeżycia duchowe. Pozbierałam się trochę, kupiłam sobie najnowsza książkę brata Rogera. Bardzo cienka, mało treści, ale sporo sensownego przekazu, to ona też mi bardzo pomogła.
W Taize trwają przygotowania do Mediolanu, u nas tez się rozpoczną lada dzień.
Agata
|