|
Studencka Majówka w Beskidzie Śląskim.
W dniach od 30.04 do 03.05.2004r. grupa młodzieży z naszego Duszpasterstwa
Akademickiego wraz z księdzem Radkiem uczestniczyła w wyjeździe majówkowym
zorganizowanym w tym roku w Beskidzie Śląskim. Poniżej znajdziecie krótkie sprawozdanie z tego wyjazdu.
Dzień pierwszy - piątek 30.04.2004r.
Nasza przygoda rozpoczyna się w piątek rano, gdy wyruszamy z Poznania do Bielsko-Białej.
Droga zapowiada się mało ciekawie - 8 godzin w pociągu, ale jesteśmy zdesperowani, chcemy
uciec od zgiełku miasta i myśli związanych z nauką i zbliżającą się sesją.
W końcu wysiadamy z pociągu, jeszcze tylko trzeba dojechać autobusem z dworca (bardzo ładny)
do miejsca naszego pobytu - Pallotyńskiego Domu Misyjnego.
Zgodnie z przewidywaniami podróż okazała się męcząca i długa, więc po drobnej akomodacji nie pozostało
zbyt wiele czasu na wyprawę w góry, dlatego zwiedziliśmy najbliższą okolicę.
Podziwianie prawdziwego piękna gór miało nastąpić dopiero następnego dnia.
Dzień drugi - sobota 01.05.2004r.
Rano budzimy się już w Unii Europejskiej, ale nie to najbardziej zaskakuje, lecz cisza i spokój jaki nas otacza.
Szum samochodów zastąpiony szumem drzew, a myśli o profesorach myślami o przyrodzie.
Jeszcze tylko śniadanko i wyruszamy. Słońce świeci, dobry humor dopisuje. Wraz z księdzem Radkiem
wędrujemy na pobliską górę - Szyndzielnię. Idziemy przez Dębowiec, na którym Pallotyni w każdą niedzielę
odprawiają Mszę Świętą (o tym poźniej).
Ponieważ w górach wiosna dopiero budzi się do życia, a poszycie leśne jest tu zróżnicowane,
na stokach można obserwować przepiękną grę różnych odcieni koloru zielonego.
Przy takich widokach trudno nie myśleć o ich stwórcy - Bogu i Jego potędze.
Spokojnym spacerkiem docieramy na szczyt - 1026 metrów n.p.m.
I tu czeka nas nagroda ... wiosenna, majowa, górska ulewa. Po 15 minutach jest po deszczu, a powietrze jeszcze
czystsze i przyjemniejsze. Drogę powrotną postanawiamy odbyć kolejką gondolową.
Wieczór nadchodzi bardzo szybko i zaraz po Mszy Świętej idziemy na grilla. Miało być ognisko, ale za bardzo wieje.
Wieczór szybko staje się nocą. Idziemy spać już dawno po kurach.
Dzień trzeci - niedziela 02.05.2004r.
Wczorajsza ulewa i wiatr to już wspomnienie, budzi nas wesołe słoneczko. Ale my jesteśmy nieufni i ubieramy się cieplej. Błąd!
Jedziemy do Szczyrku. To tylko 30 km do pokonania, a tam na zdobycie czeka Skrzyczne - 1257 metrów n.p.m.
Góra ta jest najwyższą w Beskidzie Śląskim, wchodząc na nią należy pokonać aż 750 m deniwelacji. Podejście jest więc
dość sztywne i zajmuje ok. 2,5 h.
O szesnastej musimy być na Dębowcu (śpiewamy i gramy do mszy) więc czasu niewiele.
Następuje rozłam i część z nas wjeżdza na szczyt
kolejką krzesełkową, a Ci bardziej wytrwali próbują wspinać się o własnych siłach.
Efekt stania w kolejce po bilet na wyciąg i pracy mięśni nóg pozostałej części wycieczki jest taki, że na stacji przesiadkowej (mniej więcej w połowie drogi)
jesteśmy w tym samym czasie. Ale na wjazd na Skrzyczne pozwolić sobie mogą tylko posiadacze biletów na wyciąg. Wjeżdzamy, dając szansę kolegom na odpoczynek :).
Widoki podczas wchodzenia/wjeżdżania są
wspaniałe, zwłaszcza te na dolinę Soły i Beskid Mały.
Na szczycie nie mamy zbyt wiele czasu na wygrzewanie się w promykach słońca, więc po kilku 'ach' i 'och jak tu pięknie' zbiegamy (dosłownie) w dół.
Wracamy do Bielska i biegiem pędzimy na mszę (wcale nie tak łatwo, bo ciągle pod górkę).
Na Dębowcu stoi mała kapliczka, w której Pallotyni odprawiają
msze. Zsapani, ale szczęśliwi modlimy się do Boga śpiewem. Wszędzie wokół ciemne chmury, grzmi i błyska się.
A my śpiewamy. Niebo wygląda groźnie, ale deszcz nie
pada. Msza się kończy, a my wracamy do Domu Misyjnego, by tam pod zadaszeniem obserwować istne oberwanie chmury.
Tu w górach popularny mlecz (mniszek lekarski) jeszcze kwitnie i w strugach deszczu wygląda wspaniale.
Pogoda zmienia się z chwili na chwilę i wieczorkiem wraz z miejscową młodzieżą pieczemy kiełbaski przy ognisku. Jest wspaniale.
Dzień czwarty - poniedziałek 03.05.2004r.
Dzisiaj wracamy do Poznania. Buuuuuu. Chyba wszystkim smutno bo pada od samego rana.
W taką pogodę to raczej nigdzie się nie wybierzemy w teren.
Chyba że pozwiedzać budowany przez Pallotynów kościół oraz podziwiać krajobraz z już stojącej wieży.
Ksiądz Paweł Orpik SAC będzie naszym przewodnikiem. Do pokonania mnóstwo schodów, a po wczorajszej
wyprawie na Szkrzyczne zakwasy takie, że ledwo na prostej można iść normalnie.
Tym spojrzeniem na Beskid Śląski zakończyliśmy naszą studencką majówkę. Na pewno wrócimy w to miejsce,
bo jak magnez przyciaga swoim pięknem, przyrodą i ciszą.

Pragniemy serdecznie podziękować Księżom Pallotynom z Bielsko-Białej
za tak ciepłe nas przyjęcie oraz za dobre słowo i radość z jaką nas gościli.
Dziekujemy również Tobie nasz Duszpasterzu za organizację majówki i Twoją stałą obecność.
Podnosimy poprzeczkę wyżej i czekamy na następną ucieczkę od szarej rzeczywistości.
Studenci
|